Blue Flower

Fragmenty książki dziennikarza śledczego p. Pawła Reszki pod tytułem: „Chciwość. Jak nas okradają wielkie firmy”

Wywiad z byłym doradcą kredytowym:

...Banki musiały zarabiać. Od tego w końcu są. Zaczęły się więc plany, łupanie, bicie po głowach, maile motywujące i cały ten syf. Bo mobbing to nie jest to, że ktoś kogoś opierdoli albo złapie za dupę. Mobbing to jest systematyczne niszczenie człowieka, zmuszanie go do tego, żeby robił coś, czego nie ma ochoty robić…

Czyli?

Jeśli ktoś przychodzi do biura i krzyczy: „Zapierdalamy!” albo „Kurwa, dorzucać do pieca!” to może być albo fajne, albo wesołe, albo motywujące, jeśli wierzysz w to co robisz. Ale może być złe, ponure  i przygnębiające, jeśli nie wierzysz w to, co robisz. Jeśli „zapierdalamy” oznacza dla ciebie: „W tym tygodniu będę musiał ze zdwojoną energią sprzedawać ludziom cały ten oszukańczy syf”.   

 

[...]

Dzieci hossy, powinienem powiedzieć: wynaturzone dzieci hossy.

A inni?

Inni zaczęli wymiękać, wielu z nas. Zdawaliśmy sobie sprawę, że oszukujemy ludzi. Trudno było patrzeć im w oczy. Trudno było spojrzeć w lustro.

I?

Wystarczyło pójść do psychologa i pokazać trzy maile „motywacyjne z pracy. Natychmiast dostawało się zwolnienie. Nie było nawet dyskusji. Psycholog czytał i rozumiał, co tam w biurze się dzieje, jaki tam jest kocioł.

A jak już się było na zwolnieniu?

Robiło się jeszcze gorzej. Dopóki siedzisz w kurniku, dopóki jesteś w tym rozgardiaszu, jakoś to idzie. Gdy się znajdziesz poza tym wszystkim, to zaczynasz analizować, zadawać sobie pytania: „Jak mogłem to zrobić? Jak mogłem pójść tak daleko? Jak mogli mnie tak złamać? Nie było już pasji, tylko wyrzuty sumienia. Wielu odeszło z branży, niektórzy poszukali w finansach swojej działki jak ja, niektórzy robią to, co robią, z narastającym obrzydzeniem. Nie ma już dzieci hossy.

***

Menadżer zarządzający kilkoma oddziałami dużego banku

Czy pojawia się u was refleksja: „Co my im kurwa sprzedajemy, przecież to kant? Siedzicie przy wódce. Nie mówicie tak?

Ale nie pytasz poważnie?

Pytam poważnie.

Czy ktoś na imprezie integracyjnej, w drogim hotelu, siedząc przy stole między skrętem z trawy a lodem może wygłosić mowę w rodzaju: „Kurwa, przecież my oszukujemy, ten fundusz inwestycyjny, który sprzedajemy to straszne gówno…”? Przecież to byłoby samobójstwo. Ja nawet nie mogę się przyznać, że miewam takie myśli.

Dlaczego?

Bank to jest instytucja hierarchiczna […] Mówiąc taką rzecz, podważyłbym autorytet centrali, a to jest niedopuszczalne. Po drugie - my nigdy, ale to nigdy nie oszukujemy klientów!!! Zapamiętaj, że my działamy w ich interesie, przestrzegamy prawa, dobrych praktyk, etyki. Dochowujemy najwyższych standardów. To nie żarty, to jest gra o wysoką stawkę, więc udajemy także sami przed sobą. Pracuję w branży już bardzo długo i jest jedynie kilka osób, z którymi usiądę przy wódce w zamkniętym pomieszczeniu i powiem bez obaw: „Ale z nas k… są złodzieje!” A on pokiwa głową na tak.

[...]

Miałeś powiedzieć, dlaczego pijecie, dlaczego na imprezach puszczają wam hamulce? 

To specyficzna praca. Korporacja, hierarchia, ale i zespół. Dobry zespół przenosi góry. Pracujesz po kilkanaście godzin dziennie, ale zarabiasz gigantyczne pieniądze. W pewnym momencie z zespołem jesteś bliżej niż z rodziną: pracujesz, zarabiasz, wydajesz, bawisz się, gadasz, zwierzasz się. Robota we własnym gronie. Jeśli spędzasz z nimi więcej czasu niż z rodziną, to oni robią się w pewnym sensie ważniejsi niż rodzina. Impreza, alkohol, skoro bawimy się razem, jesteśmy razem, to i kochamy się razem. Wóda, luz, daleko od domu, czego jeszcze trzeba? Gdy ci opowiadają, że na imprezie bankowej „ona jemu pod stołem przy wszystkich zrobiła…”, wiedz, że to nie są opowieści przekoloryzowane. Tak się dzieje. Nasze rodziny tego nie wytrzymują. Moja nie wytrzymała. Nie jestem jedyny.